wtorek, 26 lipca 2016

A Ty gdzie znalazłeś swojego?

Wszystkich graczy Pokemon Go rozczaruję. To nie jest poradnik, jak znaleźć pikachu...






Jesteśmy poszukiwaczami.
Szukamy szczęścia, miłości, swojego miejsca, pracy, celu, sensu życia. I tak idziemy z lupą i latarką przez życie, myśląc, że to wszystko nam się należy i nie musimy się wcale zbytnio napracować, aby to znaleźć. 
Mam wrażenie, że zapominamy o szukaniu elementu naszego życia, który jest niezbędny. Okej, zdarzają się tacy, którzy Go nie potrzebują. Właściwie wydaje im się, że Go nie potrzebują. Czasami zastępują Go czymś materialnym. Niektórzy wychodzą na tym dobrze, inni nijak. 



Zadałam ostatnio kilku osobom na pozór proste pytanie "jaki jest twój Bóg?". Padło wiele określeń, na ogół pozytywnych. Niektórzy mieli problem z odpowiedzią. Najważniejsze słowo, jakie wyciągnęłam z tych wypowiedzi to "przyjaciel". Nie "Pan", nie "sędzia", nie "dobry", "kochający". "Kumpel" poruszyło mnie najbardziej, bo określa w sposób absolutny, o co powinno w tej relacji chodzić. To nie jest jednostronne oddanie się człowieka w ręce jakiejś wyższej siły. To obustronna relacja oparta na szczerości i zaufaniu. Bo tak właśnie powinna wyglądać prawdziwa przyjaźń. 

Potem zadawałam pytanie "Gdzie On jest?"
Odpowiadali niemal w 100% zgodnie. Wszędzie... W każdym dobrym i złym człowieku. W dobrej i złej chwili. Wszystko jest znakiem Boga i od Boga. 
I to jest chyba coś, co nazywam "sztuką życia". Żyć tak, aby wszędzie odnajdować dobro i Boga. Nie szukać Go tylko w kościele. Nie w miejscach pielgrzymek. Szukać go wszędzie i dostrzegać dobro w każdym człowieku, każdej chwili, każdej porażce, każdym sukcesie. Każdym złym i dobrym wyborze. 
"Bóg" nie jest równoznaczny z "religią". Boga każdy ma swojego, a religia to tylko skupisko ludzi, których Bogowie są podobni i wierzą w nich w podobny sposób. 



Upieramy się, że sami damy sobie radę. Nie damy. A przecież nasza pomoc czai się wszędzie. Bo On jest wszędzie. 



czwartek, 23 czerwca 2016

I can't go on wasting my time




Pierwszy dzień kolejnego roku mojego życia.
Ktoś, kogo bardzo cenię powiedział ostatnio w dniu swoich urodzin, że to był najlepszy rok jego życia i za każdym razem, kiedy tak mówi to poprzeczka się podnosi.
No i na tym to polega, tylko tak można się rozwijać. Co roku z czystym sumieniem móc powiedzieć, że to był najlepszy rok i podnieść poprzeczkę.



Nie lubię pisać tutaj zbyt pierwszoosobowo, nie lubię, kiedy ktoś czuję, że go czymś pouczam, wolę rzucić kilka zdań, które weźmiecie sobie do serca albo po prostu olejecie. Dzisiaj będzie jednak dość pierwszoosobowo, choć niezmiennie dość krótko.



W ciągu 19 lat mojego życia wiecznie podnosiłam poprzeczkę.  Każde wakacje były najlepsze, w każdy Sylwester mówiłam sobie, że to był najlepszy rok (dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie, że powinnam to robić co roku 22 czerwca, a nie 31 grudnia). W tym roku mam mieszane odczucia. Chociaż zdecydowanie mogę powiedzieć, że to był najlepszy rok mojego życia, bo bezsprzecznie przeważały w nim dobre momenty, i delikatnie podnieść poprzeczkę. Wydarzyło się tak wiele dobrego, poznałam wspaniałych ludzi, zobaczyłam wspaniałe miejsca, przeżyłam wspaniałe chwile. , dowiedziałam się, że prawdziwa miłość to nie tylko słodkie słówka, ale też cierpienie, które udowadnia, ile jesteśmy w stanie dla siebie nawzajem zrobić, odniosłam swoje małe sukcesy, blogowe, fotograficzne, związane z nauką. Pośród tych wspaniałości jednak tkwią moje małe demony. Ostatni rok wydobył ich ze mnie zbyt wiele. Mogę zwalać winę na maturę, poczucie odsunięcia się od ludzi. Mogę myśleć, że to nie przeze mnie. Ale wolę jednak obwinić tym siebie. Bo skoro to była moja wina, to teraz tylko moja w tym rzecz, aby to zmienić. Bo trwam sobie tak od roku w przekonaniu, że to stres, to jesień, to zima, to zła pogoda, to wstałam lewą nogą, to "nie chcą się spotkać, to trudno", to "nie zawracam Ci głowy", to "nie mam czasu". A dopiero dzisiaj powiedziałam sobie "to Ty to zmień". Bo stres to tylko stres, pogoda to tylko pogoda, wstać zawsze mogę prawą nogą, czasem kieruję ja, a nie na odwrót, a ludzie są. Są zawsze i już Oni się postarali, żebym to odczuła. Dziękuję.



W moim Magicznym Zeszycie zapisałam sobie dzisiaj kilka postanowień, najważniejsze brzmi "Postanawiam walczyć o to, co dla mnie ważne i nigdy się nie poddawać".
Kolejny roku mojego życia, zabij wszystkie moje demony i bądź dla mnie dobry.







So let's love fully
And let's love loud

Let's love now




P.S. Obiecuję, że kolejny wpis będzie z tych do przemyśleń, a nie tych "posłuchaj, co u mnie"
P.S. Krzychu jest spoko, trzymaj się tam. :)

czwartek, 9 czerwca 2016

Wracam do domu, zostaw uchylone drzwi.

Jesteśmy samotnym pokoleniem. Pokoleniem przyjaźni na niby i znajomości (nie)bezinteresownych., relacji dobrych tylko do momentu, gdy przychodzą problemy. Pokoleniem odchodzących ludzi i zrywanych więzi. Pokoleniem MOICH racji i nie-obchodzi-mnie-twoich zdań. 




Zamykamy się na swoje małe, egoistyczne światki, w których pełno tylko "ja" i "moje", żeby potem oskarżyć wszystkich dookoła o to, że nas odpychają. Nic więc dziwnego, że czujemy się samotni wśród tłumu ludzi, z których każdy mówi jakby innym językiem. Boimy się relacji, bo obawiamy się odrzucenia. Z niechęcią przychodzi nam komuś zaufać, bo zaufanie łatwo nadwyrężyć. Nie walczymy o związki, bo przecież prawdziwe uczucia obronią się same. Chodzimy na siłownię i trenujemy ciało, a dusza i emocje schodzą na drugi (ba, nawet dziesiąty) plan. Nie słuchamy innych, bo wiemy lepiej. Odrzucamy pomoc, bo damy radę. 
I tak brniemy ramię w ramię z naszym "wszystko w porządku", a wtedy spotykamy na swojej drodze Smutną Rzeczywistość, w towarzystwie Samotności. I mówią, że Egoizm powiedział, że On już swoje zrobił, a teraz ich kolej. I dociera do nas, że pora wracać. Czas najwyższy na prawdziwe relacje, bezinteresowne związki i nienadwyrężone zaufania.










Jesteśmy dziwnym pokoleniem, ale nic na to nie poradzimy. Każde pokolenie rządzi się swoimi prawami. Wyzwaniem jest zatrzymać tę (r)ewolucję egoizmu, zaakceptować to, że wszystko ma swój czas i umieć powracać, nawet, kiedy jest to trudne.


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Fotorelacja #2 Jesteś Miniaturowy



Najprościej mówić komuś "nie przejmuj się, to nic, damy radę", najtrudniej naprawdę w to uwierzyć.
Byłam ostatnio w świecie małych ślubów, pogrzebów, oświadczyn, wypadków, zbrodni. Trochę jak Bóg patrzyłam na wszystko z podziwem wobec kunsztu. Pomimo swojej nierealności wszystko wydawało się realne i żywe. 
Wizyta w Miniaturowym Świecie uświadomiła mi, że to wszystko jest takie małe, chociaż wcale nie marne, Wobec Boga, Allaha, wobec czegokolwiek, w co tam sobie wierzysz bądź nie wierzysz. To miniatura. To TYLKO życie i AŻ życie. To TYLKO problemy i AŻ problemy. Może warto to połączyć i powiedzieć, że to TYLKO problemy i AŻ życie? 


Zapraszam Państwa na fotorelację pt. "Jesteś miniaturowy"



































"A ten krótki postój, który na­zywa­my życiem i którym tak się strasznie mar­twi­my, to nic in­ne­go jak tylko niewiel­ka weeken­do­wa od­siad­ka w pud­le w porówna­niu z tym, co przyj­dzie wraz ze śmiercią."
~Kurt Cobain 



Zdjęcia pochodzą ze Świata Miniatur: http://www.miniatur-wunderland.de/

niedziela, 15 maja 2016

Fotorelacja #1 Noc Muzeów

Kraków jest gościnny. Złotóweczka i można zwiedzać całą noc. Zdecydowanie propsuję berliński pomysł. Plany były bardziej rozległe, ale chociaż nie udało się ich zrealizować, to Mocak i Muzeum AK zrekompensowały złą pogodę. 
Ustaliliśmy z S., że co roku zwiedzimy dwa muzea. Optymalnie. 
Właściwie tytuł posta mówi sam za siebie, dlatego tekstu dziś mało. 

Zapraszam Państwa na zaszumioną, nieprzemyślaną, chaotyczną, ale moją (mini, w zasadzie bardzo mini)fotorelację z Nocy Muzeów w Krakowie. (Chyba zbyt patetycznie, nie sądzisz?)